

Jak się Dziś żyje...?
Jak się żyje dziś, a jak dawniej bywało...
Swoją drogę, która doprowadziła mnie
do kwestionowania zasad rządzących dzisiejszym światem
rozpocząłem od kilku prostych przemyśleń, a w szczególności od
braku czasu.
Z tym, że wciąż nie mamy dość czasu, by
zająć się wszystkimi sprawami, którymi musimy, powinniśmy lub
chcemy się zająć, zgodzi się pewnie większość z nas. Jednakże
niewielu z nas zapewne zadaje sobie pytanie – dlaczego tak jest?
I nie chodzi bynajmniej o odpowiedzi z kategorii: muszę się
uczyć, iść do pracy, uprać, uprasować, załatwić sprawy w
urzędzie , w banku, zająć się dziećmi i zepsutym cieknącym
kranem...
Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie cofnijmy się myślami
300-400 lat wstecz. Życie wówczas było mało skomplikowane i
ludzie dawali sobie radę. Dlaczego zatem mając dziś do
dyspozycji tyle ułatwień w postaci maszyn, rozwiniętej wiedzy
technicznej, inżynieryjnej i medycyny nasze funkcjonowanie w
społeczeństwie zdaje się być przeładowane, a jego obsługa
kosztuje nas tak wiele? Nie przesadzając zbytnio - w owych
czasach jeden człowiek mógł objąć umysłem całą zgromadzoną
wiedzę. W ciągu ostatnich trzech setek lat nasza cywilizacja
doświadczyła ogromnego rozwoju nauki, a poszczególne dyscypliny
nauk stały się zbyt skomplikowane by choćby kilka z nich mógł
dogłębnie opanować jeden człowiek i weszliśmy w erę
specjalizacji.
Przerwę teraz pozornie ten tok myślowy i
zapytam: czy ktoś z was kiedykolwiek zadał sobie pytanie ile
kosztuje nas obsługa naszej własnej egzystencji – mam tu na
myśli nie wartość pieniężną, bo ta jest zmienna, ale wartość w
czasie. Zróbmy pobieżną kalkulację: śpimy 8 godzin, pracujemy...
powiedzmy, że 9 (choć bywa, że więcej), dojazd do pracy zajmuje
nam 2 godziny w obie strony. Ponadto w ciągu dnia zwykle musimy
coś załatwić, choćby zrobić zakupy, zapłacić rachunki (jak ktoś
nie płaci jeszcze przez internet), może pójść do lekarza, może
do urzędu, może do innego specjalisty zajmującego się dziedziną
życia, której sami nie jesteśmy w stanie ogarnąć. Załóżmy że
dziennie zajmuje nam to 2 godziny (choć uważam, że to ostrożne
założenie). Przyjeżdżamy do domu i wypadałoby coś zjeść...
Przyjmijmy, że przygotowywanie posiłków i ich konsumpcja zajmuje
nam 1,5 godziny (choć szybko jeść jest niezdrowo) oraz 1,5
godziny poświęcamy na inne czynności domowe (pranie, sprzątanie,
toaleta). Ile nam zostaje na wszystko inne? Na zajęcie się sobą,
bliskimi, przemyśleniami nad tym i owym, czy choćby zwykłym
odpoczynkiem? Ile nam zostaje na twórcze działanie, napisanie
wiersza, namalowanie obrazu, realizację siebie w swoich pasjach?
Ile zostaje nam na spotkanie się z przyjaciółmi by się szczerze
zainteresować wzajemnymi sprawami, wymienić opinie i nieść
wzajemną pomoc?
Widać, że tak się nie da, szukamy więc
oszczędności czasowych we wszystkich możliwych miejscach.
Ponieważ każdy z nas jest specjalistą w jakiejś dziedzinie, zna
się na czymś wykorzystujemy siebie wzajemnie by coś załatwić,
czego sami nie potrafimy. Często dzwonimy lub spotykamy się i
oklepany zwrot „co u ciebie?” jest tylko pretekstem do pytania
„potrzebuję załatwić to i to, mógłbyś mi pomóc”. Oczywiście nic
jest złego w proszeniu o pomoc i udzielaniu jej, tylko że nasze
kontakty z innymi coraz częściej zdają się być ograniczone
wyłącznie do „załatwiania spraw”. Niegdyś gość, czy nawet
przypadkowy przyjezdny był kimś szczególnym – przywoził wieści
ze świata, opinie, a rozmowa zawsze była ważnym elementem życia
społecznego. Spotkania w gronie rodziny czy przyjaciół miały
charakter integrujący, zbliżający ludzi ku sobie. Dziś nasze
relacje z innymi stają się coraz bardziej przedmiotowe. Dlaczego
tak jest, że jesteśmy tak ograbieni z czasu, że ledwo starcza
nam go na podtrzymanie swojej własnej egzystencji w dzisiejszym
społeczeństwie. Dlaczego wciąż tkwimy u samych podstaw piramidy
Maslowa, skoro technika wyposażyła nas w tak wiele udogodnień
życia, które powinny uczynić życie prostszym i dać nam czas na
realizacje wyższych wartości? Skąd ten paradoks?
Każdy z nas specjalizuje się w czymś. Jesteśmy, a w zasadzie
byliśmy: lekarzami, prawnikami, ekonomistami, inżynierami.
Byliśmy, bo obecnie jesteśmy specjalistami od szczególnego
rodzaju chorób, prawa, podatków czy urządzeń. Spojrzenie na
okres zmian jakich nasz kraj doznał w ciągu ostatnich 20 lat
dobrze to ilustruje. Jeszcze na początku lat 90-tych można było
być ekonomistą czy finansistą. W krótkim czasie wyrosło rosnące
zapotrzebowanie na specjalistów poszczególnych dziedzin
finansów: podatków, inwestycji, przepisów księgowych, giełdy,
produktów finansowych i wielu innych. Teraz nie mamy do
czynienia nawet ze specjalistami od podatków tylko ze
specjalistami od szczególnego rodzaju podatków PIT, CIT, VAT, a
w ramach tej specjalizacji pewnie jeszcze można znaleźć
specjalistów od wypełniania nałożonych przepisów podatkowych i
specjalistów od ich unikania.
I tu dochodzimy do odpowiedzi na pytanie zadane
na początku. Społeczeństwo jest tak nieefektywnie zorganizowane,
że wymaga nieprawdopodobnie wielkiego zaangażowania od każdej
jednostki w podtrzymanie własnej egzystencji w nim. Każdy z nas
jest zmuszony do spełnienia szeregu wymogów pod groźbą
znalezienia się na marginesie poprzez społeczny ostracyzm lub
popadnięcie w konflikt z prawem. Nie można nie mieć konta
bankowego, nie można nie wypełnić skomplikowanego zeznania
podatkowego, nie można zbudować domu czy otworzyć sklepu bez
uprzedniego uzyskania szeregu zezwoleń i dokumentacji. Okowy
tego systemu sprawiają, że jesteśmy zmuszeni poświęcać wiele
czasu na czynności, które nie stanowią żadnej wartości dodanej
ani dla nas, ani dla społeczeństwa.
Teraz pomyślmy choć przez chwilę. Ile wolnej
energii i zasobów ludzkich można by uwolnić i jak wiele dobrego
zrobić, gdyby okazało się że wszystkie te czynności, które
odbierają nam tyle czasu przestały być konieczne. Gdyby zamiast
‘produkować’ specjalistów od kolejnych podatków i coraz bardziej
zagmatwanych przepisów prawa społeczeństwo mogło wydać na świat
nowych inżynierów, lekarzy, naukowców, czy choćby zwykłych
fizycznych pracowników – wszystkich tych, którzy tworzą, budują
i powiększają prawdziwą wartość naszej cywilizacji. Ale to już
temat na inny artykuł...
Tomek Pakuła
The Awakening Time
Powinieneś to wiedzieć
Multimedia
Statystyki
- ODWIEDZIŁO NAS JUŻ:



